piątek, 24 lutego 2017

1.


               „Tam, gdzie jest światło, czai się również ciemność.”


          Nastał wieczór. Niebo w szybkim tempie ciemniało, temperatura spadała, a wiatr nasilał się. Większość ludzi Wioski Ukrytej W Liściach skończyło już swoją pracę w tym dniu, ale nie on. Mimo późnej godziny siedział wytrwale w swoim gabinecie, wertując mozolnie kolejne dokumenty rozrzucone niedbale po całej powierzchni biurka. Kto by pomyślał, że jeszcze kilkanaście godzin wcześniej makulatura prezentowała starannie ułożony stos, który swoją wysokością dorównywał wzrostowi rosłego człowieka?                      
          
Westchnąwszy przeciągle, odłożył długopis na bok, po czym przeciągnął się w celu rozruszania skamieniałych kości. Jego zmęczony wzrok powędrował na kubek ukryty między rozgromionymi papierzyskami. Chwycił powolnie szklane naczynie, a następnie bez pośpiechu wstał; trzy ociężałe kroki doprowadziły siwowłosego do okna. Przedstawiony widok był nieziemski - z tego miejsca można było bowiem podziwiać panoramę Konohagakure. Upił łyk zimnej już cieczy, by po chwili ostawić kubek na parapet, o który oparł swoje dłonie. Wnikliwie lustrował obraz Wioski Ukrytej w Liściach, jakby widział każdy podmuch wiatru, każdy cień przeszywający zasnute mrokiem uliczki, wszelakie detale nieistotne dla przeciętnego przechodnia.
Jego blada twarz, matowe spojrzenie i szare włosy odstające w każdym z możliwych kierunków wskazywały na jego przemęczenie. Ostatnio często zdarzało mu się przesiadywać w gabinecie nocami. Zbyt często, jak na jego gust. Mimo tego sumienie kazało mu wypełniać obowiązki skrupulatnie – w końcu nikłe życie towarzyskie, brak odpowiedniej ilości snu i liche posiłki są małym wyrzeczeniem, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi utrzymanie wioski w ryzach, a mieszkańców szczęśliwych.
          Mimo względnego spokoju, który nastał po zakończeniu wojny, zadań było wiele, a wszystko ciążyło na jego barkach. Ziewnął przeciągle, po czym
Jego blada twarz, matowe spojrzenie i szare włosy odstające w każdym z możliwych kierunków wskazywały na jego przemęczenie. Ostatnio często zdarzało mu się przesiadywać w gabinecie nocami. Zbyt często, jak na jego gust. Mimo tego sumienie kazało mu wypełniać obowiązki skrupulatnie – w końcu nikłe życie towarzyskie, brak odpowiedniej ilości snu i liche posiłki są małym wyrzeczeniem, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi utrzymanie wioski w ryzach, a mieszkańców szczęśliwych. Mimo względnego spokoju, który nastał po zakończeniu wojny, zadań było wiele, a wszystko ciążyło na jego barkach. Ziewnął przeciągle, po czym znów upił łyk pobudzającego napoju. Przymknął na chwilę powieki, a jego usta zakryte maską zdradziły tworzący się grymas. Która to już noc bez snu? Trzecia, czwarta? Stracił rachubę już dawno temu, a zmęczenie, które przyćmiewało jego zmysły w ostatnich dniach, było ogromne i nie pozwalało ciemnookiemu na trzeźwe myślenie. W takich chwilach rozumiał, dlaczego jego poprzedniczka stale narzekała na to zajęcie... Od jej odejścia mięło jednak trochę czasu. Zresztą tak, jak od odejścia wielu osób.
          Często przeklinał Guya za karkołomną decyzję o otworzeniu Ósmej Bramy. Tej cholernej, Ósmej Bramy, która sfinalizowała zakazaną technikę Zielonej Bestii Konohy, dając mu moc, za sprawą której krzaczastobrewy był w stanie stawić czoło samemu Madarze. Cena jaką zapłacił była ogromna – obrażenia spowodowane wykonaniem tak potężnych jutsu jak Hirudora, Yagai czy Sekizō były niewątpliwie diabelnie poważne, bowiem ciało Maito zostało niemal doszczętnie zwęglone ze względu na ogromne ilości wyładowywanej energii.
Przypłacił własnym życiem, by ochronić swoich bliskich i ukochaną wioskę, wieńcząc tym samym bezustanną walkę ze swoim największym rywalem, a także najlepszym przyjacielem. Swoim poświęceniem doprowadził do końca ich wieczny pojedynek, który zakończył się remisem.
          „Gdyby tu był, na pewno nigdy nie pozwoliłby mi gnić w tym pomieszczeniu przez większość czasu. Bez wątpienia wymyślałby coraz to nowsze sposoby na wyciągnięcie mnie stąd, żeby kontynuować nasze potyczki" - przeszło czarnookiemu przez myśl.
Odeszło wielu wielkich shinobi: Inoichi Yamanaka, Shikaku Nara - główne fundamenty Sił Logistycznych Liścia, którzy do samego końca wspierali swoich towarzyszy wielkimi umysłami, nieocenionymi umiejętnościami i kolosalnym doświadczeniem.

Nie można również zapomnieć o śmierci młodego geniusza Konohy - Neji'ego Hyūgi, który poświęcił życie, by wykonać zadanie narzucone przez rodzinę, jakim była ochrona jego kuzynki, Hinaty.
  - Żył jako geniusz, uwięziony przez pieczęć klanu; zginął jako bohater, uwalniając się od przeznaczenia – Hatake przytoczył szeptem słowa usłyszane podczas pogrzebu długowłosego, które padły z ust jego niebieskookiego przyjaciela.
           Wojna zebrała swoje żniwo w postaci śmierci wielu osób, w zamian dając jedynie ból i tęsknotę za poległymi. Nawet po uwolnieniu wszystkich z Nieskończonego Tsukuyomi okazało się, że nie czas jeszcze na krzyki zwycięstwa i świętowanie wygranej.
          „Los jest okrutny, zbyt często częstuje nas swym gorzkim smakiem” - przeleciało siwowłosemu przez myśl. Sens tej refleksji dało się odczuć, gdy technika Kaguyi okazała się mieć skutki uboczne, w których efekcie po przebudzeniu z wiecznego snu wiele osób zmarło, a niewiele mniej zapadło w śpiączkę, z której wybudzali się jedynie nieliczni.
         Wśród nich był Orochimaru, za którym szczerze powiedziawszy niewiele osób przepadało – nie, było to zdecydowanie zbyt przychylne określenie. Na palcach jednej ręki można było policzyć osoby, które ubolewały nad jego odejściem. Nie było w tym nic szokującego, w końcu Sannin za życia nie szczycił się zbyt chwalebnymi czynami. Wśród kilkuset ofiar przerażającej techniki była niestety osoba, której śmierć wstrząsnęła całym światem shinobi. Była to śmierć mojej poprzedniczki - Tsunade Senju.
          Jej odejście było prawdziwym ciosem nie tylko dla jej podwładnych, ale i dla całego świata ninja. Żałoba, która ogarnęła to środowisko była niewyobrażalna. Wszystkie wioski cierpiały razem z Konohą, ukazując stworzoną zawczasu więź. Pogrzeb Ślimaczej Księżniczki był oblegany przez tysiące wojowników, stawili się także wszyscy Kage, jak również sami Daimyō każdej z pięciu nacji. Niepodważalnie jednak odejście blondynki najbardziej ze wszystkich dotknęło jej dwie uczennice.
          Ostatnie słowa Senju przed przejściem na drugą stronę były także jej testamentem - jej ostatnią wolą było uniewinnienie Sasuke Uchihy za dokonane na przestrzeni lat zbrodnie i ponowne przyjęcie kryminalisty pod skrzydła Liścia. Było to niewątpliwie ostatnim, co mogła zrobić dla pewnego głośnego, niebieskookiego shinobi. Jej marzenie, by włączyć medycznych ninja do każdego zespołu również odnalazło swoją realizację, szkoda tylko, że dopiero po śmierci Godaime.
Celem Tsunade jako Hokage było przede wszystkim zaprzestanie się tego niekończącego kręgu nienawiści spowodowanego wiecznymi sporami i bezgraniczną rywalizacją między wioskami. Wierzyła, że osady mogą pozostać w porozumieniu również po zakończeniu wojny, co skłoniło ją do ogłoszenia Hatake jej następcą, jako że uznawała go za człowieka godnego sprawowania funkcji „strażnika pokoju”.
          On, syn Białego Kła, uczeń Minato Namikaze, Kopiujący Ninja - Kakashi Hatake, znany teraz równie dobrze jako VI Hokage, władca Wioski Ukrytej w Liściach. Nie wszyscy byli zadowoleni z tego wyboru; zdanie mieszkańców było szczerze mówiąc mocno podzielone. Niektórym decyzja o okrzyknięciu siwowłosego tytułem Rokudaime wydawała się wręcz paradoksalna. Inne osoby były jednak święcie przekonane, że to właśnie syn Sakumo okaże się asem w rękawie w odpowiednim czasie. Zdanie ludzi jednak nie miało tu żadnego wpływu na ten moment – posiadacz Sharingana sprawował władzę już od niemal pięciu lat, dobrze radząc sobie na nowej pozycji i sprawiedliwie rządząc wioską, która od długiego czasu żyła otoczona aurą pokoju.
         Z początku było trudno, przyznawał się do tego otwarcie. Zdecydowanie nie mógł się przystosować do nowej funkcji, jednak po jakimś czasie przyzwyczajenie wzięło górę nad jego niepewnością, a nietypowa praca stała się dla niego rutyną. Pomocną dłoń wyciągnęła do niego Shizune, która po śmierci mentorki wciągnęła się w wir pracy. To dzięki niej nie zatracił się dotychczas przygnieciony toną dokumentów, jej nieocenione wsparcie niepodważalnie się do tego przyczyniło. Mimo pracy jako jego asystentka, miała również czas na realizowanie marzenia swojej mentorki – od zakończenia wojny dzieci będące w Akademii i wykazujące się dobrą kontrolą chakry były brane pod skrzydła Shizune i na zajęciach organizowanych w szpitalu były nauczane podstawowych pojęć oraz technik medycznych. Ćwiczenia obejmowały przede wszystkim wpojenie systemu medycznego ninja i propagowanie zasad ustanowionych przez Tsunade za życia. Drużyny zaś dobierane były w taki sposób, by chociaż jedna osoba w zespole była wcześniej uczona przez szatynkę.
          Nie wiedział, czy krok ten jest potrzebny, bowiem po zakończeniu wojny drastycznie spadło zapotrzebowanie na misje, czego efektem była dziura budżetowa, a ówczesny prestiż posady shinobi w społeczeństwie znacznie spadł. Wzrosła za to ilość gospodarstw i na powrót w drabinie zarobkowej szczytowe miejsce zajmowało rolnictwo, łowiectwo, rybactwo oraz handel. Ludzie powoli przystosowywali się do sielskiego, spokojnego życia.
          Chciał jednak uszanować wolę Piątej wiedząc, że gdy nadejdzie jego kres, spotka się z nią w zaświatach i Tonton mu świadkiem, ze wolałby wylądować w najgorętszym kotle w najniższych stopniach piekieł, niż mierzyć się pośmiertnie z gniewem Tsunade.
          Upił ostatni łyk kawy, po czym skierował się do biurka, by wrócić do wcześniejszych zajęć. Jego wzrok padł jednak na zdjęcie postawione na meblu – fotografia przedstawiała młodego, niezadowolonego Hatake, jego Mistrza z burzą żółtych włosów, wiecznie uśmiechniętą Rin i naburmuszonego Obito. Tuż obok widniało kolejne zdjęcie, na którym stał dumnie obok swojego ojca, Sakumo. Przedostatni obraz przedstawiał oblicze Guya, od którego biło tak dużą dawką energii, że dało się ją odczuć poprzez samo spoglądanie na jego wizerunek. Jego towarzysze, jego przyjaciele, jego prywatne anioły stróże. - Obiecuję, że nie dołączę do was w najbliższym czasie. Mam tu jeszcze wiele do zrobieniapowiedział, uśmiechając się nostalgicznie do ramek. - Obserwujcie mnie.
          Ostatnie zdjęcie demonstrowało siwowłosego i jego drużynę, Drużynę Siódmą. Fotografia uwieczniła Hokage z zakłopotanym, wymuszonym uśmiechem przebijającym się przez maskę. Jego dłonie spoczywały na głowach dwóch pozostałych osobników płci męskiej, bynajmniej nie w celu okazania im swojej sympatii; był to raczej ruch powstrzymujący ich od rozszarpania się wzajemnie niczym dzikie zwierzęta na oczach fotografa, co niewątpliwie przyprawiłoby staruszka o zawał serca. Klimat panujący na zdjęciu posumowała postać roześmianej Sakury, jakby niezdającej sobie sprawy z ciężkiej atmosfery panującej między jej rówieśnikami.
„Czy wy też musieliście zostawić mnie z tym wszystkim?” - westchnąwszy, wziął ramkę do ręki i przyglądał się jej przez dłuższą chwilę.
          Minęło mnóstwo czasu od opuszczenia murów wioski przez jego uczniów. Sasuke wedle woli poprzedniczki Hatake, został rozgrzeszony względem wszystkich wcześniejszych przewinień i ponownie przyjęto go pod patronat Liścia. O jego wolności przesądziło w tej sprawie wstawiennictwo wszystkich Kage, którzy zdecydowali się zaufać i uszanować gest blondynki. Werdykt ten został również uargumentowany aktywnym udziałem Uchihy podczas wojny, który niepodważalnie przechylił szalę zwycięstwa na stronę Sojuszu. Kakashi poręczył też za kruczowłosego, obiecując, że w razie jakichkolwiek problemów cała odpowiedzialność spoczywać będzie na jego barkach, a po wolności chłopaka zostanie jedynie wspomnienie. Wzbudziło to niemałe kontrowersje, jednak wizerunek Sasuke widniejący wówczas w Księdze Bingo został usunięty, a sam Uchiha kroczył przez świat jako wolny człowiek; nie likwidowało to niestety nienawiści, którą wiele ludzi darzyło go po dziś dzień.
          Mimo porzucenia zemsty i zawiści skierowanej względem wioski, opuścił osadę możliwie najszybciej jak tylko się dało. Wyruszył on w - jak to sam określił - podróż pokutną, której głównym celem było zebranie myśli i oczyszczenie umysłu po wszystkim, co do tej pory zaszło w jego życiu. Jego zamiarem było przemierzanie świata, niszczenie pozostałych po Orochimaru kryjówek oraz odrażających eksperymentów Sannina. Hatake wiedział jednak, że chłopak kierował się też innym powodem. Wprawdzie duma Uchihy nie pozwalała mu na przyznanie się otwarcie do tego motywu, jednak Rokudaime wydawał się precyzyjnie odgadnąć intencje kruczowłosego – jego postępowanie było spowodowane chęcią ochrony rodzinnego domu na swój własny sposób - samotnie, z ukrycia. Dokładnie tak, jak niegdyś przez lata robił to jego starszy brat. Mimo szansy jaka została mu ofiarowana, w praktyce zostawał on jedną wielką niewiadomą, dlatego przez cały okres swojej wędrówki pozostawał w aktywnym kontakcie z Konohą.
           Zakończenie wojny, a właściwie śmierć Tsunade, spowodowały w sercu Haruno niemałą bitwę. Dziewczyna, mimo wielkiej pomocy ze strony przyjaciół zdawała się popaść w stan przypominający depresję. Pewien czas spędziła samotnie, nie wychodząc poza obszar swoich czterech ścian. Potem nastąpił przełom w życiu zielonookiej – niemal dwa lata po śmierci mentorki spędziła aktywnie podróżując. Prawdopodobnym było, że pomimo wielkiej pomocy którą została obdarzona przez swoich towarzyszy po tak wielkiej stracie, najzwyczajniej w świecie potrzebowała spokoju i co najważniejsze – czasu, by przywyknąć do zaistniałej sytuacji. Znając charakter Sakury, mimo swoich słabości, dziewczyna nie chciała okazywać łez i zawodzić bliskich, ale nie była w stanie przezwyciężyć ani ukryć swojej rozpaczy, więc wolała nie obarczać ich swoim bólem i nieść cierpienie na własnych barkach. Jej wędrówki obejmowały różne miejsca – dużo czasu spędziła w Iwagakure, a treści listów, które wysyłała wskazywały na to, że zaprzyjaźniła się z wnuczką samego Tsuchikage; brunetka pomagała odbudować nikły stan psychiczny różowowłosej. Przez ten czas w wiosce bywała dosłownie od święta, wpadając przelotnie w rodzinne strony między kolejnymi wyprawami. Jedak uległo to zmianie na prawie trzy lata wstecz – kiedy Haruno opuściła Liść permanentnie. Wątpliwym było, by chciała odszukać Sasuke; jej odejście było bowiem decyzją tak nagłą, że wzbudziło w Hatake niemałe podejrzenia. W oficjalnej wersji chciała poddać się treningowi w Kraju Wody i udać się do Suny w celu przestudiowania ksiąg czcigodnej Chiyo. Jedno było w tym wszystkim pewne – Haruno była marnym kłamcą i nawet jeśli jej wyjaśnienia były prawdziwe, to z pewnością nie podała wszystkich intencji, które kierowały nią przy opuszczaniu ukochanej wioski.
          Jedyną osobą z Drużyny Siódmej, która postanowiła zostać w wiosce po zakończeniu walk, okazał się Nieprzewidywalny Ninja Numer Jeden, Uzumaki Naruto. Wprawdzie podczas pięciu lat zdarzało mu się opuszczać mury Konohy, ale jego podróże miały na celu odwiedzenie przyjaciół – głównie Gaary i Killera B, którzy ze względu na pełnione funkcje, nie byli w stanie wyruszać na wyprawy w tak odległe rejony jak Wioska Ukryta w Liściach. Wypady blondyna były jednak dość sporadyczne, a miejscem, w którym można było się go najczęściej spodziewać była niepodważalnie Góra Myōboku, gdzie chłopak szlifował swoje umiejętności pod okiem Żabich Mędrców. Nie dało się również nie zauważyć, że dużo czasu spędzał w towarzystwie następczyni rodu Hyūga – Hinaty, a ich relacja wydawała się być o wiele bliższa niż kiedykolwiek. Kakashi był pewien, ze te dwójkę łączy coś więcej aniżeli wspólne rozmowy i wypady na ramen; miał nadzieję, że chłopak w końcu dostrzeże uczucia, którymi jest darzony przez posiadaczkę Byakugana.
          Jego rozmyślania przerwał lichy szelest; zaciekawiony siwowłosy spojrzał w miejsce owego dźwięku, a przed jego oczami ukazało się osiem postaci, stojących w równym szeregu tuż przed jego biurkiem.
          Grupa ta została stworzona przez samego Kakashiego, na krótko po objęciu urzędu Kage. Były to osoby starannie wyselekcjonowane, a ich umiejętności łączyły się ze sobą niczym puzzle, których wspólny obraz upewniał Rokudaime w przekonaniu, że cel, w którym jednostka została stworzona, spełni swoje założenia. Ludzie ci posiadali nie tylko niesamowite zdolności, ale również mieli u niego pełne zaufanie; no, z pewnymi wyjątkami. Grupa wykonywała tylko misje ściśle tajne, a zadania, które otrzymywała, były wydawane tylko i wyłącznie z ręki samego Hokage.
         Hatake po raz ostatni spojrzał na zdjęcie Drużyny Siódmej, a następnie niechętnie odłożył ramkę na jej prawowite miejsce. Przeleciał swoimi ciemnymi oczami po twarzach wszystkich zebranych, po czym suchy ton jego głosu przerwał panującą dotychczas ciszę: 
  - Melduj - wydobyło się beznamiętnie z jego ust.
          Krok przed grupę wystąpił sam kapitan oddziału. Jego ciemne włosy jak zwykle upięte były w wysoką kitkę, a mina wskazywała na ogólne znudzenie mężczyzny, ale nie było to w zasadzie niczym nietypowym. Ubrany był tak samo, jak pozostali; ciemne, długie spodnie, klasyczne, czarne buty oraz bluza z rękawami sięgającymi nieco poniżej łokcia. Całość wieńczyła ciemnozielona kamizelka, a wszystko to ukryte pod ciemnymi płaszczami okrywającymi ciała ninja.
  - Na terenie wioski, jej obrzeżach jak i okolicach nie stwierdzam żadnych zakłóceń - ciemnooki zakomunikował rzeczowym tonem, jak na członka elitarnej drużyny przystało.
          Kakashi westchnął jakby od niechcenia. Właśnie takiej odpowiedzi się spodziewał. Informacja nie wymazała jednak niepokoju kryjącego się głęboko w jego sercu, wręcz przeciwnie – uczucie zdawało się potęgować. Skinął porozumiewawczo głową w stronę lidera zespołu, dając mu tym samym znak, by wrócił do szeregu.
  - Rozumiem - przemówił siwowłosy - dziękuję za wykonanie zadania. Możecie iść - zakomunikował, wprawiając w osłupienie każdego obecnego w gabinecie. Zwykle raporty były przeprowadzane bardzo dokładnie i potrafiły trwać nawet godzinami, ponieważ Hatake miał w zwyczaju wypytywać o każdy najdrobniejszy szczegół dotyczący zwiadów; jakby pojedynczy liść spadający z drzewa lub kierunek wiatru miały mieć wpływ na dalszy los wioski. Nie usłyszawszy jednak żadnych sprzeciwów spowodowanych swoim niecodziennym zachowaniem, spoglądał jedynie na shinobich posłusznie kierujących się w stronę drzwi.
  - Jeśli można spytać... – dotychczas panującą ciszę przerwał niepewnie lider grupy, którym był Shikamaru Nara.
  - To po jaką cholerę od ponad tygodnia dniem i nocą patrolujemy te lasy?! - Przerwał mu dość wyniośle pewien białowłosy mężczyzna, na którego plecach dumnie spoczywał pokaźnych rozmiarów miecz.
          Wszyscy obecni, jak na komendę, zaprzestali próby opuszczenia gabinetu. Krótką ciszę przerwał jęk bólu spowodowany ciosem w stronę nieokrzesanego Mistrza Miecza, który został zadany przez jego czerwonowłosą towarzyszkę.
  - Au, Karin, za co to do diabła było?! - kolejny krzyk autorstwa Suigetsu rozniósł się po pomieszczeniu.
  - Za arogancję - prychnęła rozjuszona dziewczyna. Ledwie zdążyła skończyć zdanie, a kolejny skowyt będący reakcją na uderzenie przyjęte od Yamanaki wydobył się z ust białowłosego
  - I brak szacunku - dodała na odchodne blondynka.
  - Ale... - Hōzuki próbował bronić swoich racji, jednak w słowo wszedł mu Shino.
  - Dla swojego dobra lepiej zamilcz, bo w przeciwnym razie zamiast wylądować w domu, będą cię nieśli na własny pogrzeb.
          Suigetsu, widząc pulsujące żyłki na czołach obydwu oprawczyń, dla osobistego bezpieczeństwa puścił tę uwagę mimo uszu. Rozmasowywał miejsca uderzeń, taksowany przenikliwym wzrokiem swoich towarzyszek.
  - Nie musiałeś mówić tego tak dosadnie, Shino-kun - szepnęła ostatnia z przebywających w pomieszczeniu przedstawicielek płci pięknej, posiadaczka długich, granatowych włosów i charakterystycznych dla swojego klanu białych oczu.
  - Właściwie to jestem pewien, ze byłby bardziej przydatny, pełniąc funkcję wody w dla rybek akwariowych mojej siostrzenicy - powiedział Inuzuka, a jego rację poprzez szczeknięcie momentalnie poparł puchaty, biały Ninken.
  - W zasadzie to rybki pływałyby pośród jego wnętrzności - dodał Sai, będący zaintrygowanym wizją takiej sytuacji.
  - To obrzydliwe - odparł zaraz Shino, a jego wypowiedź była powodem późniejszych krzyków wypełniających gabinet.
  - Ja jestem obrzydliwy?! I kto to mówi?! Człowiek-insekt?! Jak Ty w ogóle bierzesz prysznic człowieku z tym całym robactwem w sobie?! - krzyknął zbulwersowany Suigetsu.
  - Normalnie. One też muszą być świeże i czyściutkie – wytłumaczył ciemnowłosy, nonszalancko poprawiając ciemne okulary. Po usłyszeniu uwagi Aburame donośnym śmiechem parsknął Sai, Kiba ze strachem w oczach zwiększył odległość między nim i jego robaczanym kompanem, a Suigetsu już szykował się do dorzucenia jakiejś kąśliwej uwagi, ale zrezygnował ze swojego zamiaru, widząc pięść Uzumaki tuż przy własnej twarzy. Shikamaru jedynie westchnął, mrucząc pod nosem swoją słynną mantrę o upierdliwości, podsumowując tym samym całą sytuację.
„E
litarna drużyna, co?" - przeszło przez myśl Kakashiemu.
 - Cisza! - uniesiony ton Kopiującego Ninja zakończył panujący zamęt. Usłyszawszy jego srogi głos, każdy obecny w pomieszczeniu wzdrygnął się momentalnie, a wszystkie pary oczu powędrowały od razu na oblicze Hatake. - Patrolujecie te lasy od ponad tygodnia - uciął, by spojrzeć wymownie na Hōzukiego - bo jak wiecie, jutro mija piąta rocznica zakończenia wojny, a bramy wioski będą otwarte dla każdego przybysza - wyjaśnił rzeczowo siwowłosy, utrzymując swój surowy ton.
 - Co roku jest rocznica zakończenia wojny, a nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek sprawdzali teren przed tym świętem tak dokładnie – mruknął niepocieszony odpowiedzią siwowłosego Nara. - Czyżby tym razem był ku temu powód? - zapytał podejrzliwie chłopak.
  - Przezorność pozwala zachować w Konoha panujący obecnie pokój - odparł Kakashi - nie martw się, Shikamaru. Gdyby coś było na rzeczy to zapewniam, że byłbyś jedną z pierwszych osób, która by się o tym dowiedziała - dodał.
          Nara po raz kolejny nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią Hatake. Jego wrodzona dociekliwość podpowiadała mu, ze odpowiedź Rokudaime była wymuszona i balansowała na granicy kłamstwa. Tak częste i precyzyjne doglądanie okolic wioski musiało za sobą kryć coś więcej, aniżeli zwykłą ostrożność. Wyglądało jednak na to, że siwowłosy nie miał zamiaru dzielić się z nim swoimi przypuszczeniami.
  - Nie rozumiem, co może się stać podczas jakiejś durnej przemowy i stawiania kwiatków na grobach? - Suigetsu wtrącił retorycznie swoje pięć groszy, wyraźnie znudzony całą sytuacją i panującym napięciem. Tym razem przed uderzeniem ze strony Ino i Karin wybawił go głos Nary:
  - Czy coś Cię dręczy, Szanowny? - zapytał, rzetelnie lustrując postać siwowłosego. Pozostali członkowie drużyny również skupili swój wzrok na Hatake, aktywnie przysłuchując się ich rozmowie.
Ku zdziwieniu wszystkich obecnych, pod maską Hokage zaczął malować się uśmiech.
  - Przezorny zawsze ubezpieczony, Shikamaru - odpowiedział zdawkowo siwowłosy - i pamiętam dokładnie jak prosiłem cię, byś zwracał się do mnie po imieniu. - dodał po chwili zdegustowany – Mamy środek jesieni, wilki są ostatnio bardzo aktywne; mogłyby narobić sporo bałaganu i wystraszyć cywili - powiedział z udawaną powagą. - Przykro mi dzieci, ale tata musi pracować. Czeka mnie jeszcze do napisania przemowa na jutrzejszą uroczystość... Wiesz co zrobi mi Shizune, jeśli tego nie wykonam? - wzdrygnął się niby to imitując przerażenie, choć ruchy Kakashiego wskazywały raczej na to, że naprawdę gniew szatynki budził w nim najprawdziwszy strach - Wam natomiast należy się trochę odpoczynku. Idźcie do domu, prześpijcie się, nabierzcie siły. Jutro wielki dzień dla naszej społeczności. Darujcie sobie także poranny obchód. No, zmykajcie już, sio – dodał na koniec, wykonując komiczny ruch dłonią, zachęcający młodych ninja do opuszczenia budynku.
          Zdziwieni shinobi zaczęli powoli opuszczać pomieszczenie, patrząc ukradkiem na Hatake jak na wariata. Ostatni przy drzwiach stanął Shikamaru, mierząc mężczyznę swoim przenikliwym spojrzeniem. Jego zamysł trwał chwilę, po czym szepnął sam do siebie o braku istnienia jakichkolwiek wilków w Konohańskich lasach i zadumany opuścił pokój.
          Inteligencja oraz umiejętność łączenia wątków Nary były cechami, które mogły uczynić chłopaka najlepszym towarzyszem, jak i najgorszym wrogiem. Komplikacją było również to, że brunet był w stanie idealnie odgadnąć uczucia ludzi, a że z siwowłosym pracował długo – był w stanie przejrzeć mężczyznę niemal na wylot.
          Ciszę przerwał jedynie głos Suigetsu dochodzący zza drzwi, skierowany prawdopodobnie do Nary:
  - Nie przejmuj się, chodząca papierośnico, pewnie dziadyga zarywa piątą nockę z rzędu, więcej kofeiny niż szarych komórek. Ciągłe siedzenie w czterech ścianach zrobiło mu z mózgu trociny.
          Hatake nie wziął uwagi Hōzukiego do siebie. Chłopak zazwyczaj mówił to, co mu ślina na język przyniosła, a jego ulubionym zajęciem było doprowadzanie Karin do białej gorączki (co zazwyczaj kończyło się serią ciosów wymierzonych w stronę awanturnika). Dwójka ta została przyjęta pod skrzydła Konohy na podobnych warunkach co ich poprzedni lider – Uchiha, ale Kakashi dostrzegł w nich potencjał większy niż do grabienia opadniętych liści na ulicach wioski. Zdecydował się dać mącicielom szansę i wcielić ich do nowego zespołu, nie ukrywając, że dzięki temu miał częściej na oku. Ponadto była to swego rodzaju forma resocjalizacji, a dwójka wbrew pozorom dobrze dogadywała się z grupą.
          Ciche westchnięcie wydobyło się z jego ust po raz kolejny tego dnia. Może faktycznie przesadzał? Może faktycznie jego przypuszczenia były spowodowane rażącym przemęczeniem? Od czasu zakończenia wojny cały świat żyje w otoczce pokoju, niezakłóconego najmniejszym sporem na przestrzeni tychże lat. Mimo tego jego niezawodne przeczucie podpowiadało mu ostatnio, że coś się wydarzy; i będzie to miało ogromny wpływ na życie mieszkańców.
          Jutrzejszy dzień nie miał być zwykłym dniem – mijała bowiem piąta rocznica zakończenia wojny, która w każdej wiosce obchodzona była na swój sposób. W Iwagakure odbywał się huczny festyn, Kiri organizowało tego dnia liczne tańce i pieśni, w Kumo toczyły się walki między najlepszymi wojownikami, a Suna ogłosiła ten dzień wolnym. W Konoha natomiast świętowała dopiero po wysłuchaniu przemowy Hokage, która odbywała się zawsze o godzinie dwunastej. Potem mieszkańcy rozchodzili się w swoje strony – część odwiedzała swoich poległych bliskich na cmentarzu, inni decydowali się oddawać cześć zmarłym poprzez ostentacyjne biesiadowanie.
          W tym dniu bramy wioski otwarte były dla każdego przybysza, liczba patroli została ograniczona do zaledwie jednego oddziału ANBU – innymi słowy, czyniło to idealne warunki dla potencjalnego wroga.
  - Może to tylko moje złudne przypuszczenia... - mruknął cicho Hatake - Ale jeśli się sprawdzą, wioska jest w niebezpieczeństwie - powiedział poruszony. - Teoretycznie po założeniu Zjednoczonych Sił Shinobi na potrzeby wojny nic nie powinno się wydarzyć, ale... mam złe przeczucia - dodał zamyślony.
          Znów wbił wzrok na widok za oknem. Niebo było bezchmurne, a to może oznaczać tylko jedno. Mianowicie - ciszę przed burzą.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Prolog




     Łup, łup, łup...

     Słyszała bicie przygasającego serca.
     Puk, puk, puk...
     Czuła lichy puls.
     Trzask, trzask, trzask...
     Pamiętała chrzęst łamanych kości.
     Świst, świst, świst...
     Dochodził do niej nierównomierny oddech.
     Szu, szu, szu...
     W jej twarz uderzał delikatny powiew.


      Co się stało?
      Bezwładne ciało spoczywało na rozgromionym gruncie. W powietrzu dominował zapach krwi, miarowo opuszczającej niemal doszczętnie rozerwany korpus. Gdzieś obok leżała czerwona opaska, stracona podczas starcia, a między skałami widniała używana wcześniej broń.

     Zostałam pokonana.
     Spod przychylonych powiek widziała zdemolowany krajobraz; jej przeciwniczka opuściła miejsce jakiś czas temu. Ile minęło? Sekunda, minuta, godzina? Gęsta, zajmująca umysł mgła była przeszkodą do prawidłowego określenia tego faktu.

     Jestem sama.   
     Nawet ptaki, kierowane instynktem, wyniosły się przed rozpoczęciem walki między kunoichi. Może ona także powinna to zrobić? Uciekać tam, gdzie nikt by jej nie znalazł... Nie narażać życia w pojedynku z bezlitosnym potworem.


     Byłam bezsilna.    
     Kat najwyraźniej stwierdził, że nie ma ochoty skracać jej cierpień; śmierć przychodziła powoli. Nadal odczuwała efekty starcia: dochodzący zewsząd ból, krew wypływającą obficie z każdej otrzymanej przez zielonooką rany. Czuła własny oddech opuszczany na złamaną rękę. 
Czy właśnie poruszyła dłonią? 

     Jeszcze nie umarłam.
     Rywalka straciła zainteresowanie różowowłosą, z której uchodziło życie; jej żądza krwi przeniosła się na przyjaciół Haruno. Czy dziewczyna mogła pozwolić na śmierć towarzyszy? Czy znów przyjdzie jej oglądać, jak stają do boju przeciw niewyobrażalnej sile? Zmasakrowaną dłonią chwyciła zniszczoną opaskę, ściskając materiał sinymi palcami.

     Nie poddam się.
     Jej kompani prowadzili właśnie na froncie pojedynek na śmierć i życie. Potrzebowali jej wsparcia. Potrzebowali medyka, który uleczy batalion i zwiększy szansę Zjednoczonych Sił Shinobi przeciw nieprzyjacielowi. Potrzebowali osoby, która swoją monstrualną siłą przedrze się przez wrogie zastępy i stworzy okazję do sowitego kontrataku.

     Dam radę.
     Musiała wykonać zadanie powierzone jej przed laty przez świętej pamięci mentorkę. Musiałaby wyzwolić naprawdę niebezpieczną i olbrzymią siłę, dzięki której byłaby w stanie stawić czoła
Cudownej Generacji. Musiała uratować przyjaciół, którzy nie zdają sobie jeszcze sprawy z ogromu mocy przeciwnika.

     Będę walczyć.   
     Nie wybaczyłaby sobie tak marnego finału. Nie wybaczyłaby stania za plecami przyjaciół do końca swych dni. Myślała, że po szkoleniu u Tsunade zyskała siłę, która równała ją poziomem z Uchihą i Uzumakim - myliła się. Tkwiła w błędnym przekonaniu, że trening po śmierci blondynki wyniósł ją na wyżyny możliwości. Jak się okazało, były to jedynie podstawy, fundamenty, które musiała zbudować na drodze do wyzwolenia prawdziwej mocy... Czas na zmiany.

     Nie przegram.
     Dawna Sakura oficjalnie odeszła w zapomnienie. Przyszedł czas, by pokazać światu, że dziewczyna nie wypowiedziała jeszcze ostatniego słowa. Nie podda się, ruszy na ratunek tym, którzy aż po dziś dzień tak wytrwale się nią opiekowali. Stara Haruno
umarła; nowa stawia właśnie pierwsze kroki, a jej celem jest ochrona tych, których kocha ponad życie.

     Zwyciężę!